wspolpraca

Nie-klasowo-lekcyjnie, bez tradycyjnego oceniania, czyli jak?


Podczas konferencji Współpraca oparta na empatii organizowanej przez instytu dobej edukacji, pod patronatem Ashoki w panelu o nie-klasowo-lekcyjnym nauczaniu rozmawiały panie dyrektor ze szkół z mocą zmianiania świata: Ewa radanowicz z zsp w radowie małym i ewa kaliszuk z montessori mountain school w przyłękowie.

 

wspolpraca


Zajęcia pod gołym niebem, klasy różnowiekowe, rezygnacja ze sztywnych struktur i ze stawiania tradycyjnych stopni – takie rozwiązania edukacyjne budzą rosnące zainteresowanie rodziców, pedagogów i starszych, tych już bardziej świadomych, dzieci. Jak wynika z debaty „Nie-klasowo-lekcyjnie, bez tradycyjnego oceniania, czyli jak?”, potrzeba odejścia od utartych tradycyjnych ścieżek dotyczy coraz wcześniejszych etapów nauki.

W Białymstoku w roku szkolnym 2015/2016 zaczęło działać Przedszkole Leśne Puszczyk. Powołane przez rodziców umożliwia maluchom spędzanie całego dnia na dworze. – Nie mamy budynku, ochronę dzieciom zapewnia namiot sferyczny. Ale założeniem jest, by jak najwięcej czasu były w kontakcie z przyrodą i w ruchu – mówiła Agnieszka Kudraszow, prezes Fundacji trzy czte ry! prowadzącej leśne przedszkole. W Przyłękowie na Żywiecczyźnie od czterech lat działa Montessori Mountain School. Jej powstanie było reakcją na plan zamknięcia działającej od dekad małej miejscowej szkoły. Teraz przedszkolaki i uczniowie podstawówki także korzystają z leśnej pracowni, poza tym sięgają do uznanych metod Marii Montessori. – Zależy nam na sensorycznym, fizycznym doświadczaniu świata przez dzieci, by mogły czuć konsekwencje działań. Nasi uczniowie kroją, wyciskają, gniotą, tworzą własne książki – wyjaśnia Ewa Kaliszuk, dyrektor szkoły. Nieschematyczne planowanie nauki wydaje się szczególnym wyzwaniem dla szkół publicznych. A jednak w Zespole Szkół Publicznych w Radowie Małym wprowadzenie nowej podstawy programowej w 2008 r. stało się impulsem, by stworzyć nowe pracownie tematyczne: kuchenną, podróży, teatralną i kilkanaście innych. Nauczyciele realizują w nich zajęcia z niemal wszystkich przedmiotów – polskiego, matematyki, ale też historii czy chemii. Najwyraźniejszą zmianą, która jest zauważalna w większości alternatywnie zorganizowanych szkół (i u wszystkich reprezentowanych w debacie) jest praca w grupach złożonych z dzieci w różnym wieku. Marianna Kłosińska, prezes Fundacji Bullerbyn na rzecz wspólnoty dzieci i dorosłych, która prowadzi m.in. grupy unschoolingowe na zasadach podobnych do szkół demokratycznych, podkreśla, że w tym podejściu chodzi o stworzenie społeczności, w której nie ma znaczenia czyjś wiek i funkcja: – Są dwa filary edukacji demokratycznej: autonomia i prawo do decydowania o sobie oraz szacunek do takich samych praw innego człowieka.

W gdańskiej Akademii Dobrej Edukacji, złożonej z zespołu szkół: podstawówka,gimnazjum i liceum, z założenia dzieci uczą się w grupach, w których różnica wieku wynosi średnio trzy lata: – Starsi pomagają młodszym, młodsi inspirują starszych. Ale nie upieramy się nawet przy takiej organizacji. Bywa, że formalnie szóstoklasista chodzi na zajęcia, na przykład z angielskiego czy informatykikilku osób, które mają wspólny cel, pozwalamy im go wspólnie realizować – podkreśla dr Anna Florek, wicedyrektor ADE w Gdańsku. Wydawać się może zagadką, jak to możliwe, że dzieci pracujące bez ścisłych harmonogramów, metodą bloków i projektów, bez ocen, w ostatecznym rozrachunku opanowują podstawę programową i świetnie radzą sobie na dalszych etapach edukacji. Anna Florek przyznaje, że absolwenci szkół podobnych do kierowanej przez nią Akademii nie zawsze wybierają najlepsze uniwersytety, ale zawsze idą tam gdzie chcą, nie bojąc się odpowiedzialnościza swój rozwój.

We wspomnianym już Zespole Szkół Publicznych w Radowie Małym pierwsze egzaminy zewnętrzne w 2002 r. wypadły najgorzej w Polsce. – To wtedy pomyśleliśmy o zmianie metod – wspomina dr Radanowicz. – Powiedziałam nauczycielom: „Trudno, wszystkich nas nie zwolnią. Dajmy sobie spokój, przestańmy tłuc testy, róbmy swoje tak, by szkoła stała się fajna i dla dzieci, i dla nauczycieli”. Kiedy pozwoliliśmy dzieciom na poznawanie po swojemu, wolniej, ale dobrze, znacząco poprawiły nam się wyniki. Od lat utrzymujemy się w stanach średnich i chyba wszyscy lubimy szkołę. A w szkołach ponadgimnazjalnych uczniowie z Radowa stają się szkolnymi animatorami, działają w samorządach uczniowskich, tworzą gazety.

Z badań amerykańskiego psychologa Petera Greya wynika, że absolwenci szkół demokratycznych dobrze sobie radzą także w dorosłości. Nawet jeśli można ich złapać na lukach w wiedzy, lądują życiowo w miejscach, gdzie się spełniają – połowa wybiera karierę naukową, wielu zostaje dziennikarzami, społecznikami, przedsiębiorcami, nieliczni – politykami. Ze swobodnych obserwacji losów uczniów polskich szkół działających na uboczu systemu wynika, że bardzo często jako absolwenci wracają oni do swoich podstawówek, gimnazjów czy liceów w roli nauczycieli. Albo zakładają własne, nowe szkoły. Możliwe, że oto właśnie rodzi się nadzieja na ewolucyjną zmianę w edukacji – powolną i rozłożoną na lata.

Joanna Cieśla-Hanke
„Polityka”


Cała publikacja z badań Instytutu Dobrej Edukacji dostępna jest tutaj.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *